Jestem osobą, która ceni prywatność oraz niezależność. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, jak mocno w nasze życie wchodzi inwigilacja ze strony Big Techu i w końcu postanowiłem coś z tym zrobić. Poczytałem, poszukałem i okazało się, że naprawdę prawie wszystko można utrzymywać samodzielnie, nie tracąc funkcjonalności, do których jestem przyzwyczajony.

Dzięki przejściu na self-hosted poczułem, że moje dane oraz sposób, w jaki korzystam z aplikacji, pozostają na moim sprzęcie. Z drugiej strony to środowisko, w którym zawsze można coś przetestować, usprawnić albo zautomatyzować — innymi słowy: królicza nora bez dna.

Z każdym dniem odkrywam nowe ścieżki i uczę się pokory, bo nie wszystko działa out-of-the-box. Ale im więcej takich problemów, tym większa satysfakcja, gdy w końcu zaczyna działać.

Na tym blogu dzielę się tym, co działa, co nie działa i czego nauczyłem się po drodze.